Ewelina westchnęła i wolno podchodziła do drzwi, niespuszczając wzroku z brata. Filip przełknął ślinę. Wzrok Ewelki spoczywający na jednym punkcie dobrze nie wróżyło. Kiedy dziewczyna prawie podeszła do chłopaka, obok niego zjawił się Rupert. Ewelka automatycznie się uśmiechnęła.
- Witaj dziadku - dziewczyna próbowała zachować pozory grzecznej uczennicy. - Jak minęła podróż?
- Coś kombinujesz? - Rupert podniósł brew - Z resztą nieważne. Dzisiaj Filip rozpoczyna naukę w akademii i mam prośbę. Spróbuj go oswoić ze szkołą. To się da załatwić, mam rację?
- Oczywiście, że tak, dziadku. Ale to będzie dziwne - Filip jest starszy, a będzie chodził dopiero do pierwszej klasy.
- Jeśli komuś nie będzie się to podobało, to ma problem. Dobra, muszę wracać na wyspę, a ty - kapitan Tryton zwrócił się do wnuka - nikim się nie przejmuj, a na pewno dasz sobie radę. I najważniejsze - musisz znaleźć załogę. Powodzenia.
Rupert szybko wyszedł z akademii. Ewelka lekko pochyliła się nad bratem. Nie była zadowolona
- Słuchaj, w tej szkole rządzą ja i moja załoga, więc nie wchodź nam w drogę i nam nie przeszkadzaj. Jakby co, to się nieznamy, zrozumiano? - Ewelina, rozkazując, wprowadziła Filipa w lekkie przerażenie.
- Jasne, że tak . - odparł przestraszony chłopak. Jego siostra szybko odwróciła się w stronę sali i poszła szybkim krokiem do swojej załogi. Filip i inni piraci też weszli do sali wykładowczej, bo zaraz miało nastąpić rozpoczęcie roku szkolnego.