Stosowanie szkolnego aresztu narodziło się w głowie Espadona już dawno. Kara polegała na umieszczeniu ucznia w pojedynczej celi tylko o chlebie i wodzie. Według dyrektora samotność zmienia na lepsze nawet najbardziej pyskatych i niegrzecznych studentów. Zwykle kara przynosiła takie efekty. Zresztą Espadon chciał pokazać uczniom co ich może spotkać na morzu w razie pojmania przez wroga lub marynarkę wojenną.
Ewelina i Rafał siedzieli obok drzwi prowadzących do cel aresztu. Od czasu do czasu dziewczyna posyłała swojemu towarzyszowi niedoli miłe spojrzenia.
- Dzięki. - powiedziała w końcu - Za wzięcie winy na siebie. Nie musiałeś tego robić.
- Chciałem ci udowodnić, że do czegoś się nadaję. - Rafał uśmiechnął się - Zresztą trzeba chronić załogę przed rozłamem. Nie chciałem, żeby cię wyrzucili.
Nagle wyrósł przed nimi strażnik, a nastolatkom zrzedły miny. Mężczyzna trzymał w ręce szkolne podręczniki.
- Wasi przyjaciele przynieśli wam książki. Wykorzystajcie ten czas sensownie. Profesor Montego ma was przepytać z całej historii żeglugi. - podał im książki i zaprowadził do cel.
Tymczasem w auli trwały już żarliwe dyskusje na temat aresztowania Eweliny i Rafała. To najbardziej zainteresowało Zuzannę. Cieszyła się z klęski swojego wroga.
- Ale macie genialnego kapitana i I oficera. Prowadzili ich jak bandytów. - powiedziała do załogi Perły Atlantyku.
- Zamknij się w końcu. Nie widzisz, że nikt nie zwraca na ciebie uwagi? - spytała się Kamila, która do czasu powrotu Ewelki została mianowana kapitanem.
- Wiesz, że ty byłabyś lepszym kapitanem? Już to widzę - bitwy, wyprawy pod twoim dowództwem.
- Nie musisz mi się podlizywać. Lepiej się ode mnie odczep, bo wyzwę cię na pojedynek, a walczę całkiem nieźle.
W tym momencie do auli weszła Diana. Miała zamiar pouczyć się ze swoimi przyjaciółmi. Nagle Eliza wstała i krzyknęła na całą salę:
- Patrzcie, idzie dziewczyna tego ciamajdy, Filipa Trytona.
Po auli rozeszła się fala śmiechu. Najgłośniej śmiała się, oczywiście, załoga Eweliny i Zuzanna, która nie od razu zrozumiała o co chodzi. Diana czuła wstyd, chciała zapaść się pod ziemię. Szybko uciekła do swojego pokoju, a za nią podążyła Blanka.
Diana wbiegła do pokoju, zamknęła drzwi i położyła się na łóżku. Starała się być silna, lecz nie dała rady. Pół minuty później poduszka była już mokra od łez. Jak oni mogli? Śmiać się z niewinnej osoby?
W tej samej chwili do pokoju weszła Blanka. Podeszła do koleżanki i pogłaskała ją po głowie.
- Wiem, że cierpisz, ale nie ma sensu przejmować się idiotami.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- Chcę ci pomóc. Możesz liczyć na moje wsparcie. Nie płacz. Oni się nie zmienią. Czemu nie powiedzieliście, że jesteście razem?
- Filip wolał uniknąć takich sytuacji. - Diana usiadła na łóżku - Myślisz, że będą się dalej śmiać?
- Możliwe, ale nie zwracaj na nich uwagi. Jeśli z Filipem naprawdę się kochacie to nikt nie jest w stanie wam przeszkodzić.
- Dzięki za wsparcie. Chyba powinnyśmy się zaprzyjaźnić.
- Chyba tak.