Eliza szła powoli wzdłuż wybrzeża wyspy. Zastanawiała się nad czymś. Nad czymś bardzo ważnym. Chciała kogoś wyrzucić z załogi. Sześć osób w załodze, na samym początku nauki w Akademii to trochę za dużo. Jednak jeszcze trochę zaczeka z tą decyzją. Eliza szła drewnianym pomostem, gdy nagle usłyszała za sobą głos. Znajomy głos.
- Ej, ty! Twoi kompani cię opuścili? - To była Ewelka. Zwykle, gdy ma dość osób ze swojego rocznika, zdobywa nowych wrogów. Tym razem padło na Elizę.
- O czym ty mówisz?
- Niektórzy mówią, że są w twojej załodze, bo ich do tego zmuszasz.
- Co!? Nic takiego nie słyszałam. A tak w ogóle, na pewno to ty wymyśliłaś. - Eliza popatrzyła się pierwszo na Ewelkę, a później, z zainteresowaniem, na tafle wody.
- Możliwe. A tak na poważnie to potrzebuje pomocy.
- O co chodzi?
- Pomożesz mi wnerwiać Zuzannę i jej załogę.
- Nie, wolę się nie mieszać do spraw piątaków.
- Albo mi pomożesz albo plotka, że zmuszasz swoją załogę do tego, by w niej zostali ujrzy światło dzienne. Więc?
- Nie, nigdy. - Eliza odwróciła się plecami do granatowowłosej.
W tym momencie rozzłoszczona Ewelka wykorzystała sytuację i wepchnęła dziewczynę do morza. Eliza z wielkim pluskiem wpadła do wody, a Ewelina szybko uciekła z przystani. Z daleka całą sytuacje widział Tytus z przyjaciółmi i szybko podbiegli do swojego kapitana. Po chwili przemoknięta Eliza wyszła z wody.
- Nic ci się nie stało? - spytał zatroskany Tytus.
- Oprócz zepsutej fryzury nic mi nie jest. Morze jest wyjątkowo ciepłe.
Eliza szybko poszła do Akademii. Musiała się przebrać.
--------------------------
Mam nadzieje, że wpis się spodoba. Za niedługo wrzucę rysunek nawiązujący do sceny w tym rozdziale.