Ewelina po dłuższej chwili znalazła Elizę. Siedziała sama przy stoliku i piła sok z pomarańczy.
- Mam plan. - Ewelka dosiadła się do towarzyszki - Nie uwierzysz kogo widziałam. Filip z Dianą spacerowali w świetle księżyca.
- Żartujesz? - Brunetka prawie się zakrztusiła - Oni niby ze sobą chodzą? Co za dziwacy. Co do planu, też coś wymyśliłam. Mój plan można wykonać już jutro.
- Ten gamoń się skompromituje?
- Na pewno. Będzie potrzebna pomoc Krzyśka
- Pogadam z nim. On wszystko zrobi. To o co chodzi?
--------
Następnego dnia miało się odbyć sprawdzenie sprawności fizycznej pierwszaków. Filip był tym zdenerwowany. Bał się, że zrobi z siebie pośmiewisko, tak jak podczas turnieju. Bardzo stresowała go obecność Elizy i jej towarzyszy. Widział ją ostatnio w towarzystwie Eweliny. Czyżby coś razem knuły? Kątem oka zauważył Krzyśka wychodzącego z sali treningowej z mopem. Czy on zawsze musi sprzątać gdy są turnieje lub testy? Wydało się to Filipowi trochę podejrzane. Z zamyśleń wyrwał go profesor Wichura, który rozpoczął zajęcia. Na początek - bieg slalomem.
- Kto zaczyna ? - spytał się profesor spoglądając uważnie na uczniów.
Wszyscy nagle zajęli się patrzeniem w podłogę lub na ściany. Byleby nie spojrzeć na nauczyciela.
- Profesorze, moim zdaniem powinien zacząć Filip Tryton. Jest z nas najstarszy.
Filip się zląkł. Faktycznie, był najstarszy z tej grupy. Oby profesor w to nie uwierzył.
- W takim razie zaczynaj, Tryton.
Chłopak wolnym krokiem szedł na miejsce startu. Filip przeklinał w duchu, że urodził się w styczniu. Kiedyś mu to odpowiadało, bo myślał, że wszyscy z jego rocznika będą się go słuchać, ale teraz chciałby się zapaść pod ziemię.
Filip zauważył podejrzaną rzecz - podłoga przy ostatnim słupku była mokra, ale było to widoczne dopiero pod światło. Zapewne to sprawka Krzyśka. Chciał o tym powiedzieć, ale Eliza uznałaby, że tchórzy. W pewnym sensie chciał jej zaimponować.
Chłopak zaczął biec. Przy zawracaniu próbował zapanować nad sobą, żeby się nie poślizgnąć. Niestety, los chciał inaczej - chłopak przewrócił się na oczach wszystkich. Bardzo bolała go kostka w stopie.
- Co się stało? - profesor szybko podszedł do Filipa.
- Poślizgnąłem się.
- Szymon, zaprowadź go do pielęgniarki. Reszta grupy ma 10 minut przerwy. Test sprawnościowy was nie ominie. Eliza, z czego się śmiejesz?
- Z niczego, panie profesorze. - Eliza zwróciła się do Tytusa - Patrz, jak się kompromituje.
- Ciekawe czy jego ojciec, wybitny pirat, byłby z niego dumny?
Eliza z Tytusem śmiali się z chłopaka jeszcze przez chwilę. Natomiast przyjaciele Filipa martwili się o chłopaka.
--------
Pielęgniarka szybko zajęła się kostką Filipa. Okazało się, że jest zwichnięta. Pielęgniarka owinęła ją bandażem.
- Musisz teraz chodzić o kulach ortopedycznych. Musisz też odpoczywać. Przekarzę profesorom informację o twoim stanie. Dobrze się czujesz? - spytała się sanitariuszka. Była bardzo miła.
- Tak, pójdę do swojego pokoju. - Filip wolno wstał i oparł się o kule.
- Pomogę ci. - zaoferował Szymek, który chwilę później wrócił na zajęcia.
---------
Filip leżał w swoim pokoju i zastanawiał się dlaczego jego to spotyka. Dlaczego? Komu przeszkadzała jego obecność? Nikt go tutaj nie rozumiał. Po policzku chłopaka zaczęła spływać łza. Jedyną normalną osobą była Diana. Dobrze, że ją spotkałem - pomyślał. Filip poczuł mocny ból w skroni. Przekręcił się na bok i starał się zasnąć.