Diana została zawieszona związanymi rękoma pod sufitem. Obok stała Ewelina z Rafałem, a przy drzwiach znajdowała się reszta załogi. Diana była tym wszystkim przerażona. Najchętniej naplułaby na Ewelkę.
- Nie sądziłam, że posuniesz się do tego. - powiedziała.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
Pani kapitan wzięła do ręki bat. Diana zaczęła się coraz bardziej szamotać. Wiedziała, że w najlepszym wypadku wyjdzie z tego z lekkimi zadrapaniami.
Niespodziewanie kilka osób wkroczyło na statek. Szybko skierowali kroki pod pokład. Widok w jednej celi całkiem ich zaskoczył.
- Ręce do góry. Co tu się wyprawia?
To była szkolna straż. Pilnowali porządku w Akademii albo próbowali nad nim zapanować. Trzech mężczyzn było ubranych w czarne mundury z wyszytymi herbami szkoły.
- Wszyscy ręce za głowę. Odwrócić się do ściany, a wy - jeden ze strażników powiedział do Eweliny i Rafała - położyć się na podłodze.
Załoga niechętnie wykonała polecenie. Dwóch strażników podeszło do kapitana i I oficera. Wykręcili ich ręce na plecy, skuli kajdankami i wyprowadzili.
- Radzę wam znaleźć sobie nowego kapitana, bo coś mi się wydaje, że już do was nie wróci. - powiedział jeden ze strażników i złośliwie się uśmiechnął. Pozostawiona sama sobie załoga nie wiedziała co ma robić.
Diana w tym samym czasie została ściągnięta z haka i z pomocą swoich przyjaciół przeniesiona do swojego pokoju.
- Jak się czujesz? - spytał się Pablo.
- Lepiej. - odparła Diana i napiła się wody - To było straszne.
- Już ci nic nie zrobią.
- Żałuję tego donosicielstwa. Już nigdy tego nie zrobię.
- Odpoczywaj.
- Skąd tam się wzięła szkolna straż?
- Filip domyślił się, że porwała cię Ewelina, ale sam wolał nie pchać się na jej statek. - powiedziała Blanka - Postanowiliśmy poprosić o pomoc strażników.
Diana odetchnęła z ulgą. Wiedziała, że Filip zrobi wszystko, by ją uratować.
Ewelina i Rafał zostali postawieni przed obliczem dyrektora Espadona. Nastolatkowie cały czas byli skuci i pilnowani przez strażników. Espadon ciężko westchnął na ich widok.
- Ewelina, myślałem, że już mnie niczym nie zadziwisz. Myliłem się. Rafał, ty też mnie negatywnie zaskoczyłeś. Uchodzisz za dżentelmena, a bierzesz współudział w takim czymś.
Nastolatkowie wbili wzrok w drewnianą podłogę. Wiedzieli, że dostaną solidne kazanie. Faktycznie, Espadon wygłosił długi monolog w którym dosadnie przedstawił swoje zdanie na ten temat.
- Ewelina, będę musiał wezwać twojego dziadka i skreślić cię z listy uczniów. - powiedział kończąc przemówienie.
- Panie dyrektorze. Niech pan tego nierobi.- powiedział Rafał - To był mój pomysł.
- Tego się po tobie nie spodziewałem.
- Przyjmę na siebie wszelkie konsekwencje.
- To dopiero twój pierwszy wyczyn. Będę łaskawy i was nie wyrzucę, ale moja cierpliwość już się skończyła. Traficie do szkolnego aresztu do poniedziałku. To powinno was czegoś nauczyć. - zwrócił się do strażników - Zaprowadźcie ich. Nie chcę już na nich patrzeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz