Filip przebywał ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Siedzieli na trawie w ogrodzie Akademii pod dużym drzewem figowca. Rozmawiali, śmiali się, ogólnie - zachowywali się jak starzy znajomi. Tymczasem słońce zachodziło nad horyzontem i dzień powoli się kończył.
- Jutro będziemy ćwiczyć szermierkę - powiedziała Eliza - Musimy być najlepsi w walce.
- Czemu ? - zapytał się Filip.
- Mamy zamiar pokonać załogę Peły Atlantyku. - odparł Tytus. - To pomysł Elizy.
- Muszą dać szansę innym.
Nagle załoga usłyszała dźwięk dzwonka, który oznaczał koniec przerwy. Załoga Eldorado weszła do Akademii, poszli na stołówkę zjeść kolację. Później profesor Montego powiedział pierszakom, jakie pokoje będą zajmować. Piątoklasiści mają najlepiej - mając własne statki, mogą na nich nocować, więc w Akademii bywają tylko na zajęciach.
Filip obejrzał swój pokój, który dzielił z Tytusem i otyłym Szymonem. Pomieszczenie było małe, w kolorze jasnej pomarańczy. Naprzeciwko drzwi znajdowało się duże okno. Po prawej stronie stała drewniana komoda i szafa, a naprzeciwko - trzy łóżka.
Filip poczuł się trochę gorzej. Pomyślał, że musi przyzwyczaić się do nowego miejsca, a to nie będzie łatwe.
----------
Taki sobie rozdział (znowu)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz